adopcja przez pary jednopłciowe

Zakaz adopcji przez pary pary jednopłciowe.

Zaglądać obcemu do łóżka z zasady nie wypada. Mało to eleganckie, a czasem i mało estetyczne. Niestety, w przyszłości może okazać się to konieczne w życiu prawnika specjalizującego się w prawie rodzinnym.

Otóż aktualny piastun funkcji Prezydenta RP, wpadł na pomysł, by w naszej Konstytucji zapisać, że „zakazane jest przysposobienie przez osobę pozostającą we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci”.

Gwoli wyjaśnienia, w obecnym porządku prawnym, teoretycznie adoptować dziecko może i osoba samotna – choćby była i cyklistą. Jest to jednak w praktyce zadanie trudne. Z powodu poglądów osób mających wpływ na proces przysposobienia, wciąż łatwiej jest bowiem przysposobić dziecko parze pozostającej w związku małżeńskim. Ponadto póki co, przysposobić wspólnie, formalnie mogą wyłącznie małżonkowie.

Jak rozumiem, gdy omawiana zmiana Konstytucji wejdzie w życie, osoba samotna, która chciałaby adoptować dziecko, będzie musiała wykazać, że nie jest pozostającym w związku gejem lub lesbijką. Dopuszczalnym będzie natomiast adopcja przez samotnego geja lub lesbijkę nie pozostającego w związku (wspólnym pożyciu). Czy to ma w ogóle jakiś sens? Chyba tylko polityczny.

Ciekawi mnie, jak autor tej arcyprzemyślanej propozycji nowelizacji Konstytucji wyobraża sobie, w jaki sposób osoba wnioskująca o adopcję powinna wykazać, że nie pozostaje w pożyciu z osobą tej samej płci?

Czy sąd będzie czynił w tej sprawie dochodzenie i montował kamery w mieszkaniu wnioskodawcy?

A może sąd naśle do sąsiadów wnioskodawcy kuratora, by zbadać czyje jęki dochodzą z alkowy? Co jeśli dowód nie będzie jednoznaczny np. z powodu zbyt grubych ścian lub romantycznej muzyki w tle?

Ewentualnie, czy wystarczy oświadczenie, że jest się hetero? A co gdy, o Boże, okaże się ono lipne?

Czy status hetero lub samotnego homo, podlegać będzie raportowaniu? Wszak preferencje, lub samotność mogą pozmieniać się w czasie.

Po drugie, zastanawia mnie, czy autor tej propozycji nowelizacji Konstytucji ma świadomość, jak niekolorowe jest życie dziecka w domu dziecka (tzw. bidulu), i jak wiele małoletnich czeka na wybawcę, który podejmie się wyzwania adopcji?

Podkreślić należy, że znakomita większość dzieciaków, które są w domach dziecka, to nie małe różowiutkie bobasy, na których widok kruszeje serce, lecz zazwyczaj są to nieperfekcyjne dzieci z rodzin patologicznych, po przejściach, z ogromną traumą i trudnościami w adaptacji. Wiele z nich cierpi przy tym na różnej maści niefajne choroby.

Wszystkich tych, którzy wrzeszczą i drą szaty o to, by zakazać gejom i lesbijkom adopcji, na czele z autorem tej propozycji nowelizacji Konstytucji, zachęcam do wizyty w najbliższym ośrodku adopcyjnym, by sami wyrazili chęć przysposobienia dzieciaka. Np. takiego z zespołem downa. Chętnie pomogę wypełnić wnioski. Nie? Tak myślałem.

Po trzecie, zastanawia mnie, czy autor tej propozycji nowelizacji Konstytucji ma świadomość, istnienia zjawiska w postaci adopcji w rodzinie?

Czasem zdarza się, że w wypadku ginie więcej osób, np. siostra ze szwagrem/szwagierka z bratem/kuzyn z żoną lub inni bliscy. Czymś naturalnym jest, że w sytuacji tej, osierocone dzieci powinny i zazwyczaj trafiają pod opiekę najbliższego krewnego (dzieje się to najpierw w ramach tzw. niezawodowej rodziny zastępczej a kolejno składany jest wniosek o przysposobienie). I dla większości rozumnych ludzi, jawi się za oczywiste, że bez znaczenia jest, czy owa przykładowa ciotka, która przygarnie dzieci swej zmarłej siostry, śpi z kotem, mężczyzną czy inną kobietą. Autor tej propozycji nowelizacji Konstytucji chyba uważa zaś, że w sytuacji tej, lepszym będzie umieszczenie dzieci nie w rodzinie, a w domu dziecka.

Moim zdaniem, nie byłoby to lepsze. Jako ojciec, na pewno wolałbym, żeby po mojej nagłej śmierci, moimi dziećmi zaopiekowała się np. siostra – choćby i nie była hetero (choć jest, choć to kompletnie bez znaczenia – bo jest moją siostrą i nic więcej nie jest ważne). Uważam, że narzucanie tego rodzaju ograniczeń – to podłość lub dowód na nieznajomość poruszanej tematyki.

Uważam, że dla autora tej w istocie niemądrej propozycji nowelizacji Konstytucji, cele polityczne w postaci szumu i poklasku wśród ludzi łasych na tego rodzaju hasła, najwyraźniej ważniejsze są od dobra dzieci. I jest to bardziej jaskrawy przykład, od głośno komentowanego ułaskawienia osoby skazanej za czyn pedofilski.

Dobro dziecka, wymaga bowiem indywidualnej oceny każdego przypadku, a nie odgórnego założenia, że każdy gej czy lesbijka będzie złym opiekunem. Zwłaszcza, że – tu może uświadomię niektórym rzecz oczywistą – geje/lesbijki są i wśród lekarzy, i nauczycieli, i księży, przedszkolanek – i jakimś cudem mają kontakt i faktycznie sprawują opiekę nad dziećmi.

***

Pamięć ma to do siebie, że nie każdy ją ma. Pozwólcie zatem, że poczynię krótką retrospekcję, choć przyznam, że mogłem pomieszać kolejność:

Najpierw był lepszy i gorszy sort. Ot tak, by podzielić Polaków na dzień dobry. Kolejno byli sędziowie, co wszyscy wiadomo nic innego nie robią, tylko po pracy wiertarki po sklepach kradną. Dlatego trzeba było wymienić TK, wszystkich prezesów i finalnie SN. Dalej przyszli Niemcy, co rzekomo chcieli ziemie rolnikom zabrać. Gdy nauczyciele zaczęli strajkować o godne zarobki – zrobiono z nich potwory szkodzące dzieciom w nauce. I finalnie dostali figę. Ze strajkujących lekarzy rezydentów – zrobiono bogaczy jedzących kanapki z kawiorem. Niezadowolonych górników pozamykano na kwarantannach i wręczono pieniądze by siedzieli cicho. Teraz na celowniku jest ideologia LGBT.

Dlaczego?

„Analizując przekazy propagandowe z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku, można wyróżnić co najmniej kilka kategorii figury wroga. Oprócz tak dobrze znanego podziału na wrogów zewnętrznych i wewnętrznych pojawiały się też określenia mówiące o „wrogach ideologicznych[1]

Jeżeli w państwie nie ma wroga zewnętrznego, który mobilizuje i spaja elektorat, zawsze można wykreować wroga w jego wnętrzu. Niestety ale teorię tą obserwujemy w praktyce.

Kto będzie następny? Z publikacji prasowych wynika, że pojawiają się już wypowiedzi o potrzebie regulacji… mediów. Gdybam, że kolejno dostrzegą potrzebę „regulacji” zawodów zaufania publicznego (bo śmią kwestionować słuszność poczynań władzy) i autonomiczności wyższych uczelni (j.w.).

Ps: Tik tak, tik tak. Basta! W najbliższą niedzielę wybory! Zagłosujmy, każdy ze swym sumieniem. I nie dajmy się łatwo podzielić.


[1] Jacek Wojsław, Figura wroga w ideologii i propagandzie XX – wiecznych totalitaryzmów – przyczynek do dyskusji – źródło: https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=&ved=2ahUKEwjelI6RhcHqAhXnlIsKHQMLAuAQFjABegQIARAB&url=http%3A%2F%2Fwww.ejournals.eu%2Fpliki%2Fart%2F10214%2F&usg=AOvVaw2dgnwag51MnXCxnuwXT3rm

Udostępnij

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on print
Share on email
Uruchom WhatsApp
Napisz do nas.
Witamy!

Zapraszamy do kontaktu, od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00 - 17:00.